( nawet w dzemie lubię kawałki owoców ) ale jednak jakby za " suchy "
I teraz informacja dla Danutki (czekam na przepis z płatków:D ) i tych bardziej zainteresowanych ,mała zmiana w PRZEPISIE : po zastanowieniu się nie dodałam cukru waniliowego.
Dodałam drugą szklankę cukru i sok z połowy cytryny. Z cukrem waniliowym zrobię może innym razem ale teraz chciałam sprawdzić prawdziwy smak. Cytrynę dałam, żeby przełamać smak no i poprawić kolorek, faktycznie zrobił się znacznie ładniejszy :D
Ponieważ jednak w misce została mi jeszcze spora porcja owoców zaczęłam innych kombinacji jak tu ułatwić sobie pracę na przyszłość :D
I tak oczyściłam owoce tylko z końcówek, mała rada : od strony kwiatu końcówkę lekko naciąć i oderwać tak , żeby od razu wyciągnąć te włoski, Nawet to bardzo łatwo idzie.
Mam nadzieję, że widzicie je bo nie umiem jeszcze dobrze robić zdjęć ( nowy aparat )
Wyszła mniej więcej taka sama ( wagowo ) porcja jak wczoraj.
I tu widać to o czy wczoraj pisałam czyli jak ułatwić sobie kilkakrotne płukanie małych owoców.
W misce woda, " pierzemy ręcznie " owoce, wyciągamy sitko i zmieniamy wodę. Wcześniej zawsze wkurzało mnie łapanie owoców a tak problem rozwiązany :D.
Jeśli już tak robicie to wybaczcie tego typu wzmianki :)
Zalałam dwoma szklankami wody,, żeby tylko były przykryte i gotowałam pod przykryciem 15 min i zostawiłam przykryte na 2 godz. , żeby lepiej zmiękły.Jeszcze nie dałam cukru - nie trzeba się martwić o przypalenie ).
I teraz ilustracja :)
Miękkie owoce na metalowe sitko i przecieranie, no niestety nie idzie lekko :(, mała rada, dawać małe porcje. I nie męczyć się za bardzo, potraktujcie bardziej jak rozgniatanie. Z sitka z powrotem do naczynia, dodać trochę wody dobrze wymieszać i dopiero teraz przecieranie czyli oddzielanie miąszu od pestek nie jest problemem.
I dopiero do tak przetartych owoców :
dałam 2 szklanki cukru, pogotowałam 10 min na małym ogniu dodałam sok z połowy cytryny i kolejne 10 min gotowania.
Do tak przetartych owoców dodałam te z wczorajszego dnia i wreszcie wyszło to co chciała :D.
Połączone pogotowałam jeszcze 15 min.
Acha, przy gotowaniu zaczął pojawiać się szum, malutko, leciutko ale jednak, łyżeczką zebrała :)
A tak widać , że już ładnie tężeje :D
Już są pyszne a jutro będą jeszcze pyszniejsze , jak jeszcze będą :D
Przepraszam, że tak długo, sama siebie nie posądzałam, że mogę tak przynudzać :)
Wszystkim a zwłaszcza tym , którzy dotrwali do samego końca życzę fajnej, udanej niedzieli :))
Ps
Zniecierpliwionym moim przynudzaniem obiecuję poprawę i powrót do rękodzieła :))
Na zakończenie dla tych co lubią troszkę muzyki ( od Serwusa :))
Jak do tej pory mamy piękna jesień :))